Babyville
Z kwartalnych notek płynnie przechodzimy do rocznych, a kolejnej należy spodziewać się w roku 2020 (w którym to zapewne będę kurwić na polski system edukacji i egzaminy sześcioklasisty, for sure, ewentualnie oznajmię, że właśnie zostałam babcią). A nie, przepraszam, przecież w międzyczasie trzeba zaliczyć koniec świata. Nie sądzę, żeby blogi były jak karaluchy i przetrwały wszystko, więc pozostaje ten, no, CARPE DIEM i liczne mądrości życiowe generowane przez Paulo Coelho (coś tam coś tam usiadła i zapłakała).
Co ja tu chciałam, a. Chciałam napisać, że pisać długich form już nie potrafię. Ni chuja. Za to nadal klnę jak szewc, więc macierzyństwo BYNAJMNIEJ nie łagodzi obyczajów, a śmiem twierdzić, że wręcz przeciwnie. Na szczęście pierwszym słowem Antoniego okazała się być LAMPA, a umówmy się, że mogło być dużo dużo gorzej. Poza tym ta lampa to przypadek i miał na myśli MAMA, a że gapił się przy tym w sufit? Tłumaczę rewerencją dla pani matki.
No masz, a ja znowu o moim dziecku, a tu tyle interesujących tematów dookoła... (chwilowo straciłam wątek, gdyż telewizor powiedział do mnie REFORMUJ SWOJĄ PUPĘ, a ja nie chcę, gdyż rozłożysty zad to mój znak firmowy, bez niego nie byłabym sobą, z reform preferuję likwidację KRUS, na przykład, ale rozumiem, że łatwiej zreformować nawet największą dupę, niż narazić się koalicjantowi. W sumie tłumaczyłoby to jędrne zadki Tuska i posła Nowaka - nie mogą mnie za to pozwać, nie? Jakby co, to jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, olaboga. Z jedenastomiesięcznym synem na plecach).
No właśnie. Za trzy dni JEDENASTOMIESIĘCZNYM. Więc Państwo wybaczą, ale inne tematy zeszły na drugi plan. Gdybym potrafiła pisać o macierzyństwie, pisałabym. Niestety trochę mi się to wszystko wymyka. Z nadejściem ery Antoniego w naszym życiu zmieniło się wszystko. Ja wiem, że teraz en vogue jest głoszenie, że jak to, ALEŻ MON DIEU, dziecko nic w moim życiu nie zmieniło i OCZYWIŚCIE mnie wcale nie ogranicza (hence noworodki w epicentrum niedzielnego sajgonu w centrum handlowym Plaza), no i dobrze, was miłe panie nie ogranicza, mnie jednakowoż tak, jak cholera.
I nie chodzi tu wcale o uwiązanie fizyczne (po czterech miesiącach bez snu – i jak mówię bez snu, to mam na myśli BEZ SNU, za to z dzieckiem u piersi co 60 minut – bez wyrzutów sumienia nabiłam Antoniego w butelkę, zatrudniłam nianię na kilka godzin w tygodniu i odzyskałam swoje cycki dla siebie), ale psychiczne. No cholera, jakby nie było, to jest mój synuś puchaty, którego cztery kilo wyrosło z czterech milimetrów stwora z ogonem ujrzanego na pierwszym usg. Gdziekolwiek jestem, gdziekolwiek pojadę w celach rekreacyjno-alkoholowych, mam na czole (od wewnątrz) wypisane, że ja, Katarzyna, jestem MATKĄ. I ode mnie zależy, czy wychowam szczęśliwego, poukładanego faceta, czy też Woody’ego Allena (nie, nie zależy mi, żeby Antek był wybitny za cenę neurozy. Neuroza bywa oczywiście pociągająca, a często zabawna, jednakowoż thanks, but no thanks).
Więc oczywiście jestem wielkim wyrzutem sumienia, gdy chwilami ten puchaty blond aniołek doprowadza mnie do granicy wytrzymałości. W końcu JESZCZE kwalifikuje się jako niemowlak, to co ja zrobię z dwulatkiem? Założę sobie papierową torebkę za uszy na stałe i będę w nią oddychać? Nie wiem. Wiem tylko, że warto było, jak cholera. Warto.
Do tego stopnia, że gdy Antoni śpi, tuląc do siebie swoich nieodłącznych towarzyszy, Pana Myszkę i Pana Królika, patrzę na niego i myślę, że tak zajebiste dziecko powinno mieć rodzeństwo. Pielęgnuję w sobie tę myśl wieczorem, gdy zasypiam, po czym budzę się i z każdą mijającą godziną myśl jest jakby MNIEJ WYRAŹNA, dematerializując się około 18:00. Po czym o 19:00 Antoni śpi, tuląc do siebie... (i tak dalej). Man, do I need help.
No dobra, pozdrawia Was wersja mini-me Tomasza Karolaka.
nieno. karolak nakrywa się papciami :)
Ah! En forme, je vois. Comme d'hab, no?
Bardzo miło. A mini-me wygląda tak słodko, że aż prychnąłem radośnie ze śmiechu, jak mi się ukazał. No produkt, że tak powiem, eksportowy! (to takie "wspomnienie z PRLu", bez żadnych niepotrzebnych podtekstów.)
Eee... no to chyba pozostaje tylko powiedzieć keep up the good work! Hmm?
Jak dobrze, że wreszcie napisałaś! Czytam Twojego bloga od lat i uwielbiam każde słowo. Bałam się, że już więcej nie napiszesz. Sama mam 8-miesięczną córeczkę i Twoje relacje są dla mnie tak aktualne! Dziękuję, ciągle mając nadzieję, że zaczniesz pisać częściej...
oczy po Tobie??
sliczny :)
"Pierwsze dziecko zmienia wszystko" - jest taka książka.
A syna masz przystojnego, że hoho!
Boski jest :-)))
no dobrze, z bólem przyznaję, i ca m'arrache la gueule, jak mówią Francuzi, ale jednak przyznaję, że Antoni jest zarąbiście przystojny
tak, rodzenstwo :)))) to pisalem ja, pan tik-tak ))))))))
warto było zaglądać co miesiąc :) i tak, mnie też macierzyństwo nie ułagodziło, a nawet wprost przeciwnie: nikt mnie nie doprowadzał do takiej furii jak własne dzieci.
A rodzeństwo koniecznie!
jednak warto tu zagladac raz na czas. Antek niesamowity! pozdr
Piękne dziecię :)
Karolak niech się schowa do mysiej dziury.
Pozdrowienia dla rodzinki i dzięki za to, że chociaż blip jeździ regularnie.
tylko czemu tam jest napisane, że długich form nie potrafi, skoro widać czarno na hmmm... ecru, że potrafi!!
ech cashew no. starałabyś się odrobinę częściej...
Śliczny :)
W roku 2020 to bedziemy juz czytac blog Antoniego :)
Antoni fachowo czaruje uśmiechem, aż trudno oderwać wzrok :)
jaka niespodzianka! i jaki Niebieskooki!:))
no wreszcie!!
ha, w kwestii karmienia, to ja przetrwałam tydzień. I never again. Antonio czarujący do bólu

2010-09-05
22:40:21